SKPG Kraków - Śpiewniq


SKPG Kraków
- Kontakt
- Historia
- Regulamin
- Władze
- Członkowie
- Przewodnicy
- Strony www
- Adresy mailowe
- Rzutnik multimedialny
- Banery kołowe
- Skrypty szkoleniowe
(dostęp ograniczony)


Działalność
- Aktualności
- Weekend w górach
- Góry po robocie
- Góry na żądanie
- Korona Pogórzy
- Bazy, chatki
- Obozy wakacyjne
- Slajdowiska
- Kalendarz SKPG
- Imprezy
- Konkurs całoroczny
- Wydawnictwa
Kurs przewodnicki
- Informacje ogólne
- Regulamin szkolenia
- Egzamin państwowy
- Kurs starszy
- Kurs młodszy

Z życia Koła
- Protokoły z Zarządu
(dostęp ograniczony)

- Komunikaty Zarządu
- Beskidnik
- Galeria zdjęć
- Tam byliśmy
- Śpiewniq
- Echa dawnych wypraw
- Starsza wersja strony
- Zniżki
- Linki

Akty prawne
- Rozporządzenie ministra gospodarki w sprawie przewodników turystycznych i pilotów wycieczek
- Ustawa o usługach turystycznych


Atlas roślin górskich


Jeżeli chcesz otrzymywać informacje o naszych wyjazdach, slajdowiskach i innych górskich imprezach to wyślij do nas pustego maila na adres .


Śpiewniq


[Ballada o Kursancie]     [Ballada o kursowym gotowaniu]     [Przydługi wstęp do połówki kursu 2001-2003]

Ballada o Kursancie
(Na podstawie "Ballady o cysorzu" Tadeusza Chyły z tekstem Andrzeja Waligórskiego)
słowa: Kuba Wczelik (z pomocą Magdy Wójcik i Szerszenia)
Piosenka z sylwestrowego wyjazdu kursu 2001-2003, Wysowa 2001/2002.

                    Kursant to ma klawe życie
                    Oraz wyżywienie klawe.
                    Przede wszystkim już o świcie
                    Dominika robi kawę.*
                    A do kawy stos kanapek
                    I gdy już podeżre zdrowo
                    To wychodzi on przed chatę,
                    Tam opisać ma Wysową.

                    - Pośpiesz no się trochę, stary!
                    Inni mówią mu koledzy.
                    Kadra mu nie daje wiary
                    I opieprza za brak wiedzy.
                    Potem grupę zbiera w kupę
                    I zarządza wymarsz prędki
                    (Bo mieć musi kursant tupet,
                    ma być twardy, a nie "miętki").

                    Potem przyjemności same
                    Oraz niespodzianek wiele:
                    Pokazać ma panoramę,
                    Oprowadzić po kościele,
                    Opowiedzieć coś o Łemkach,
                    Lub opisać ikonostas.
                    Próżno grupa z zimna stęka,
                    Jeszcze trochę muszą postać.

                    Po powrocie sobie siada,
                    Stos kanapek znów pożera.
                    O kursantkach z kumplem gada,
                    Piwko sobie wnet otwiera.
                    I gitarę w ręce bierze,
                    Lub fałszywie coś "zaśpiwa",
                    Po czym kładzie się na wyrze
                    I znów się o świcie zrywa.


                    Wyjazd to dopiero trzeci,
                    Kurs nasz jeszcze bardzo młody.
                    Zanim coś się z tego skleci,
                    Spłynie sporo w Wiśle wody.
                    Więc na razie nie przejmuj się,
                    Bo objawia się nam teza:
                    Dobrze, dobrze jest na Kursie!
                    Choć wariacka to impreza...

*) ukłony w stronę Dominiki za wielki gest miłosierdzia - przygotowanie kawy dla całej ekipy, która bladym świtem wstawała robić śniadanie.


Ballada o Kursowym Gotowaniu
słowa: Kuba Wczelik
muzyka: Big Cyc (na melodię "Ballady o smutnym skinie")

                    Ryż zaczyna kipieć, popiół pływa w sosie,
                    Dym wciąż w oczy szczypie i wierci nam w nosie.
                    Kursanci czekają dookoła ogniska,
                    Głodem już pałają, ślina płynie z pyska.

                    Ref: Rzuć menażką, stary, stary rzuć menażką.
                           Już czekają gary z breją oraz kaszką.
                           Brzuszek się napełni, gardło się ogrzeje,
                           Wszystkie czarne myśli ten zapach przewieje.

                    Ryż już skończył kipieć, sos się ciągle warzy.
                    Mamy w tej ekipie wspaniałych kucharzy.
                    Drewna narąbali, w ogień wciąż dmuchają,
                    Jak się jaga spali - kociołek trzymają.

                    Ryż już całkiem zimny, za to sos gotowy,
                    Dodajesz mielonkę, masz posiłek zdrowy. (albo z głowy)
                    Próżno nam się marzą świeże pomidory,
                    Najemy się kaszą i puszką Pandory.*

                    Wszystko już wystygło zupełnie, dlatego,
                    Że Brzoza gdzieś zniknął, nie mówiąc "Smacznego".
                    Żarcie już zjedzone. Gdy nadejdzie ranek,
                    To się przyda węgiel, mięta i rumianek.

Piosenka z wyjazdu wakacyjnego na Ukrainę (2002). Ułożona 14 sierpnia podczas wchodzenia na Parenkie w Gorganach. Prawykonanie: 15 sierpnia, chatka nad potokiem Parenkie.

*) Puszka Pandory: eksperyment kulinarny Brzozy polegający na zaserwowaniu w Posadzie Rybotyckiej mielonki niewiadomego pochodzenia, która przejechała w plecaku pół świata. Liczba ofiar w ludziach: 3, w tym jedna w stanie cięższym.


Przydługi wstęp do połówki kursu SKPG Kraków 2001-2003
słowa i muzyka: Natalia Figiel

                    Kurs nasz zdolny do połówki już zakuwał               a E a
                    Babią Górę wzdłuż i w poprzek eksplorował           C G C
                    Krzywdę wchłonął, "Babiogórskie prace" poznał      a E a
                    I muzeum na Markowych okupował                       C E a

                    Aż tu nagle, bez przyczyny w pewną środę
                    Mail od Brzozy wieść ogłasza wszystkim przykrą:
                    Kujcie żwawiej, me kursanty drogie, bowiem
                    Tydzień wcześniej przewodnickie szanse znikną

                    By komisja przeczcigodna mogła męczyć,
                    Granióweczki się rysują w szybkim tempie
                    Każdy ratę i legitkę Brzozie wręcza
                    I kursanta kartę daje mu na wstępie

                    Cóż, panika - znowu w góry trzeba jechać
                    Szybciej przebiec Pasmo Polic no i Babią
                    Lecz ambitne plany muszą ciut zaczekać
                    Bo następny tydzień przywiał chmurę czarną

                    Czwartek całkiem dniem spokojnym się wydawał
                    Aż tu nagle esemesy Kuba śle:
                    Moi mili, nie to, żebym wam przeszkadzał,
                    Ale w Gorce przyjdzie jechać męczyć się

                    Okrzyk bólu i rozpaczy się rozlega
                    Każdy myśli co tu zrobić z brakiem wiedzy
                    Nykę, Figla, Matuszczyka kupić trzeba
                    Nad graniówką Gorców każdy w domu siedzi

                    Chyba fatum jakieś straszne nasz kurs gnębi
                    Termin inny, no i miejsce się nie zgadza
                    Cóż, ciekawe jakie zmiany jeszcze przyjdą?
                    Kursant ciągłe spekulacje przeprowadza

                    Tydzień wcześniej oczywiście w Gorce jedzie
                    Nic, że leje, śnieg już leży, nic nie widać
                    Półprzewodnik przecież znikąd się nie bierze
                    Zresztą miło jest po górach w deszczu biegać

                    O pasterstwie, partyzantach i schroniskach
                    Opowiada kursant wszystko, co pamięta
                    I nie zgubić się próbuje pod Prehybką
                    Potem perć kursantów znaczy w błocie szybko

                    Poświęcenie wykazuje dla tej sprawy
                    I zupełnie przez przypadek w Ochotnicy
                    Nie zważywszy na fakt, że most był śliskawy
                    Bierze kąpiel w całkiem zimnej rzece

                    Tydzień kucia przewodników i graniówek
                    Już gotowy kurs nasz stanąć przed komisją
                    Bierze ciasto, dwie gitary, wiedzę w głowie
                    I przybywa tutaj tylko z jedną misją

                    Zdać połówkę to jest teraz cel nadrzędny
                    Nic innego wcale dzisiaj się nie liczy
                    Przecież wkład nasz pracy całkiem był konkretny
                    Ale wszystko w rękach władnej jest komisji.




webmaster :Paweł Kula