|
Śpiewniq
Ballada o Kursancie
(Na podstawie "Ballady o cysorzu" Tadeusza Chyły z tekstem Andrzeja Waligórskiego)
słowa: Kuba Wczelik (z pomocą Magdy Wójcik i Szerszenia)
Piosenka z sylwestrowego wyjazdu kursu 2001-2003, Wysowa 2001/2002.
Kursant to ma klawe życie
Oraz wyżywienie klawe.
Przede wszystkim już o świcie
Dominika robi kawę.*
A do kawy stos kanapek
I gdy już podeżre zdrowo
To wychodzi on przed chatę,
Tam opisać ma Wysową.
- Pośpiesz no się trochę, stary!
Inni mówią mu koledzy.
Kadra mu nie daje wiary
I opieprza za brak wiedzy.
Potem grupę zbiera w kupę
I zarządza wymarsz prędki
(Bo mieć musi kursant tupet,
ma być twardy, a nie "miętki").
Potem przyjemności same
Oraz niespodzianek wiele:
Pokazać ma panoramę,
Oprowadzić po kościele,
Opowiedzieć coś o Łemkach,
Lub opisać ikonostas.
Próżno grupa z zimna stęka,
Jeszcze trochę muszą postać.
Po powrocie sobie siada,
Stos kanapek znów pożera.
O kursantkach z kumplem gada,
Piwko sobie wnet otwiera.
I gitarę w ręce bierze,
Lub fałszywie coś "zaśpiwa",
Po czym kładzie się na wyrze
I znów się o świcie zrywa.
Wyjazd to dopiero trzeci,
Kurs nasz jeszcze bardzo młody.
Zanim coś się z tego skleci,
Spłynie sporo w Wiśle wody.
Więc na razie nie przejmuj się,
Bo objawia się nam teza:
Dobrze, dobrze jest na Kursie!
Choć wariacka to impreza...
*) ukłony w stronę Dominiki za wielki gest miłosierdzia - przygotowanie kawy dla całej ekipy, która bladym świtem wstawała robić śniadanie.
Ballada o Kursowym Gotowaniu
słowa: Kuba Wczelik
muzyka: Big Cyc (na melodię "Ballady o smutnym skinie")
Ryż zaczyna kipieć, popiół pływa w sosie,
Dym wciąż w oczy szczypie i wierci nam w nosie.
Kursanci czekają dookoła ogniska,
Głodem już pałają, ślina płynie z pyska.
Ref: Rzuć menażką, stary, stary rzuć menażką.
Już czekają gary z breją oraz kaszką.
Brzuszek się napełni, gardło się ogrzeje,
Wszystkie czarne myśli ten zapach przewieje.
Ryż już skończył kipieć, sos się ciągle warzy.
Mamy w tej ekipie wspaniałych kucharzy.
Drewna narąbali, w ogień wciąż dmuchają,
Jak się jaga spali - kociołek trzymają.
Ryż już całkiem zimny, za to sos gotowy,
Dodajesz mielonkę, masz posiłek zdrowy. (albo z głowy)
Próżno nam się marzą świeże pomidory,
Najemy się kaszą i puszką Pandory.*
Wszystko już wystygło zupełnie, dlatego,
Że Brzoza gdzieś zniknął, nie mówiąc "Smacznego".
Żarcie już zjedzone. Gdy nadejdzie ranek,
To się przyda węgiel, mięta i rumianek.
Piosenka z wyjazdu wakacyjnego na Ukrainę (2002). Ułożona 14 sierpnia podczas wchodzenia na Parenkie w Gorganach. Prawykonanie: 15 sierpnia, chatka nad potokiem Parenkie.
*) Puszka Pandory: eksperyment kulinarny Brzozy polegający na zaserwowaniu w Posadzie Rybotyckiej mielonki niewiadomego pochodzenia, która przejechała w plecaku pół świata. Liczba ofiar w ludziach: 3, w tym jedna w stanie cięższym.
Przydługi wstęp do połówki kursu SKPG Kraków 2001-2003
słowa i muzyka: Natalia Figiel
Kurs nasz zdolny do połówki już zakuwał a E a
Babią Górę wzdłuż i w poprzek eksplorował C G C
Krzywdę wchłonął, "Babiogórskie prace" poznał a E a
I muzeum na Markowych okupował C E a
Aż tu nagle, bez przyczyny w pewną środę
Mail od Brzozy wieść ogłasza wszystkim przykrą:
Kujcie żwawiej, me kursanty drogie, bowiem
Tydzień wcześniej przewodnickie szanse znikną
By komisja przeczcigodna mogła męczyć,
Granióweczki się rysują w szybkim tempie
Każdy ratę i legitkę Brzozie wręcza
I kursanta kartę daje mu na wstępie
Cóż, panika - znowu w góry trzeba jechać
Szybciej przebiec Pasmo Polic no i Babią
Lecz ambitne plany muszą ciut zaczekać
Bo następny tydzień przywiał chmurę czarną
Czwartek całkiem dniem spokojnym się wydawał
Aż tu nagle esemesy Kuba śle:
Moi mili, nie to, żebym wam przeszkadzał,
Ale w Gorce przyjdzie jechać męczyć się
Okrzyk bólu i rozpaczy się rozlega
Każdy myśli co tu zrobić z brakiem wiedzy
Nykę, Figla, Matuszczyka kupić trzeba
Nad graniówką Gorców każdy w domu siedzi
Chyba fatum jakieś straszne nasz kurs gnębi
Termin inny, no i miejsce się nie zgadza
Cóż, ciekawe jakie zmiany jeszcze przyjdą?
Kursant ciągłe spekulacje przeprowadza
Tydzień wcześniej oczywiście w Gorce jedzie
Nic, że leje, śnieg już leży, nic nie widać
Półprzewodnik przecież znikąd się nie bierze
Zresztą miło jest po górach w deszczu biegać
O pasterstwie, partyzantach i schroniskach
Opowiada kursant wszystko, co pamięta
I nie zgubić się próbuje pod Prehybką
Potem perć kursantów znaczy w błocie szybko
Poświęcenie wykazuje dla tej sprawy
I zupełnie przez przypadek w Ochotnicy
Nie zważywszy na fakt, że most był śliskawy
Bierze kąpiel w całkiem zimnej rzece
Tydzień kucia przewodników i graniówek
Już gotowy kurs nasz stanąć przed komisją
Bierze ciasto, dwie gitary, wiedzę w głowie
I przybywa tutaj tylko z jedną misją
Zdać połówkę to jest teraz cel nadrzędny
Nic innego wcale dzisiaj się nie liczy
Przecież wkład nasz pracy całkiem był konkretny
Ale wszystko w rękach władnej jest komisji.
|
|